Życiorys
Kalendarium
Homilie
Konferencje
Publikacje
Świadectwa
Galeria
Nowości
Kazanie na dzień piąty: Dobry Pasterz

Św. Paweł w pierwszym czytaniu naszkicował prawdziwy i realistyczny obraz naszej natury skażonej przez grzech. Każdy z was może w tych słowach odnaleźć swoją charakterystykę, jak gdyby swoją fotografię. Każdy z nas może w ten sposób mówić o sobie, opisując swoje wewnętrzne przeżycia: ,,Nie rozumiem tego, co czynię, bo nie czynię tego, co chcę, ale to, czego nienawidzę - to właśnie czynię. [...] W moim ciele nie mieszka dobro; bo łatwo mi przychodzi chcieć dobro, ale nie potrafię go wykonać'' (por. Rz 7, 15. 18).

 ,,W członkach moich spostrzegam prawo grzechu...'' (por. Rz 7, 23). Ile razy musieliśmy stwierdzić: tyle dobrych pragnień i co z tego pozostało? Ciągle na nowo patrzymy na gruzy naszych postanowień. Ciągle popełniam zło, którego bardzo chcę uniknąć. Jestem niewolnikiem samego siebie. Często wyrywa się z naszych serc okrzyk św. Pawła: ,,Nieszczęsny ja człowiek! Któż mnie wyzwoli z ciała, co wiedzie ku tej śmierci?'' (Rz 7, 24).

 Na tym jednakże nie możemy skończyć. Kiedy uświadamiamy sobie tę prawdę, tę rzeczywistość naszego życia, to musimy się jeszcze zdobyć na to wyznanie, które padło z ust Pawła. Po okrzyku: ,,Nieszczęsny ja człowiek, któż mnie wyzwoli?'' - Paweł daje sobie odpowiedź: ,,Dzięki niech będą Bogu przez Jezusa Chrystusa, naszego Pana''. On mnie wybawi od ciała i śmierci. Także my musimy dać sobie taką odpowiedź. Oto jest dobra nowi-

na: Jezus Chrystus jest mocniejszy od wszelkiego zła. Jego łaska jest najsilniejsza.

 Tę prawdę o wyzwoleniu nas z grzechu powinniśmy sobie szczególnie mocno uświadomić, gdy przystępujemy do sakramentu pojednania, do spowiedzi. Odpowiedzmy sobie na pytanie: Czy przeżywam spowiedź jako wydarzenie radosne? Czy idę do spowiedzi w nastroju spokoju wewnętrznego i ufności? Czy nie jest często inaczej? Czy samo przygotowanie się do spowiedzi nie jest dla nas udręką. Najpierw w rachunku sumienia przypominamy sobie wszystko, a potem się martwimy, czy to wszystko, czy czegoś jeszcze nie zapomnieliśmy? Analizujemy nasze słabości, upadki, grzechy. A kiedy z wysiłkiem zdołaliśmy zrobić rachunek sumienia, to boimy się, czy w drodze do konfesjonału nie zapomnimy tego wszystkiego. I zastanawiamy się, czy nie lepiej zapisać to na kartce. A potem przystępujemy do sakramentu pojednania, jak gdybyśmy szli do sądu. Teraz będzie rozprawa sądowa, muszę wyznać winy, a potem zapadnie wyrok. Sąd, to sprawa nieprzyjemna, nikt z nas nie chciałby znaleźć się na ławie oskarżonych. Potem słyszymy wprawdzie słowa rozgrzeszenia, ale czy naprawdę radujemy się z tego? Czy czasem wracając od konfesjonału nie myślimy o tym, czy wszystko wyznaliśmy? A może wątpimy, czy dobrze usłyszeliśmy pokutę, karę za nasze grzechy? A potem muszę pamiętać o wypełnieniu pokuty, bo znowu będę się musiał przyznawać, że zapomniałem. W ten sposób z sakramentu pojednania robimy jakieś narzędzie udręki.

 Nieraz słyszymy z ust katolików słowa: A może teraz po Soborze kiedy się tyle zmienia, Kościół wreszcie zniesie spowiedź? Może będzie jakieś ogólne rozgrzeszenie, może będą lepsze czasy, może nie będzie trzeba spowiadać się przy konfesjonale? Nie jest tak zawsze, ale coś z tej postawy pokutuje w naszym odniesieniu do tego sakramentu. Dlatego dobrze, że odnowa soborowa, która obejmuje wszystkie sakramenty, wyraża się w odniesieniu do sakramentu pokuty również znamienną zmianą tytułu: sakrament pojednania.

 Pojednanie to coś radosnego. Przestajemy być podzieleni, rozbici i oddzieleni od Boga. Gdy słyszymy słowo: ,,pojednanie'' to już sama nazwa nastraja nas inaczej; budzi radość i ufność. Ale to tylko nazwa, a chodzi o coś więcej. Chodzi o spotkanie z Chrystusem, Dobrym Pasterzem. Nie idziemy do sakramentu, aby spotkać się z Chrystusem Sędzią. Bo z Sędzią spotkamy się tylko jeden raz, wszyscy na pewno, w dniu ostatecznym, gdy Chrystus przyjdzie sądzić żywych i umarłych. Gdy ukaże się w blasku swego majestatu. Jednych ustawi po lewicy, innych po prawicy. Ale zanim przyjdzie ten dzień, aktualne są słowa: ,,Nie posłał Bóg swojego Syna, aby świat sądził, ale żeby świat zbawił. Nie przyszedłem sądzić, ale szukać i zbawiać to, co zginęło'' (por. Łk 19, 10).

 Ileż to Chrystus podjął wysiłków, gdy przemawiał w przypowieściach i obrazach, żebyśmy uwierzyli, że przyszedł nas zbawić, a nie żeby potępić. Nowy wysiłek podjął w obrazie Dobrego Pasterza. Przyszedłem po to, aby owce miały życie, żeby nie cierpiały głodu. ,,Dobry pasterz życie oddaje za owce'' (J 10, 11). Kiedy wilk napada na stado, pasterz nie ucieka, ale w obronie ich naraża swoje życie. ,,Owce znają Mój głos'' - bo jest to głos przyjaciela. ,,Owce idą za Mną'' (por. J 10, 27) - bo wiedzą, że prowadzę je na pastwiska obfitujące. Ja je wprowadzę w światłość, w pełnię życia. Dobry Pasterz jest po to, by bronić, służyć, prowadzić do światła, do życia. Dobry pasterz jest zdolny oddać życie, by owce to życie odnalazły.

 Przypowieść o zabłąkanej owcy jest uzupełnieniem. Dobry pasterz pozostawia dziewięćdziesiąt dziewięć i idzie szukać jednej zagubionej, by ją przywrócić do stada, do wspólnoty, tam, gdzie będzie bezpieczna. Raduje się, że może tę owcę przyprowadzić.

 Jezus Chrystus, Dobry Pasterz, Zbawiciel, który tak nas umiłował, że dał swoje życie, i który - dopóki jesteśmy na tej ziemi - będzie nas bronił, nie będzie nas sądził, ale zawsze będzie gotowy przebaczać. Jeżeli idziemy do sakramentu pojednania, to tylko po to, by spotkać takiego Jezusa, bo innego nie ma. Jeżeli jest inny Chrystus, to myśmy go sobie sami wymyślili. Wymyśliliśmy sobie Chrystusa, który tylko czeka na nasze grzechy, po to, by nas za nie ukarać. Takiego Chrystusa nie ma w Ewangelii. Tam Chrystus objawia się nam jako Dobry Pasterz, miłosierny Samarytanin, jako Ten, który mówi do niewiasty: ,,Nikt cię nie potępił? I Ja ciebie nie potępiam''. Takiego Chrystusa spotykamy w konfesjonale. Konfesjonał to jest dzieło Jego miłości. Tam czeka na nas ze słowami miłości, przebaczenia i otuchy. Czy możemy przystępować do tego sakramentu z uczuciami innymi, niż pokoju i nadziei?

 Nie idziemy do sądu, bo w sądzie zapadają wyroki, sąd wymierza kary. W sakramencie pojednania jest tylko jeden wyrok Bożego miłosierdzia, amnestia, darowanie kar za grzechy.

 Oczywiście potrzebny jest także wysiłek naszego nawrócenia. Potrzebna jest dobra wola, potrzebne jest przyjęcie symbolicznego zadośćuczynienia, ale to są rzeczy dodatkowe. Najważniejsze jest to, że Chrystus, Dobry Pasterz, chce nam powiedzieć: ,,odpuszczają ci się twoje grzechy'' (Łk 5, 20).

 

 Te słowa powinny zabrzmieć jak wspaniała melodia w naszych uszach: ,,Ufaj, odpuszczają ci się twoje grzechy'' (Mt 9, 2). ,,Już ich nie ma. Możesz zacząć nowe życie. Cała przeszłość została wymazana, już nie istnieje w oczach Boga, bo Ja oddałem swoje życie, by zniszczyć twój grzech. Wymazałem dług niesprawiedliwości. Przyjąłem śmierć na krzyżu, ale tobie daję pojednanie i przebaczenie''.

 Starajmy się dzisiaj tak przeżyć sakrament pojednania. Nie męcząc się nad przypominaniem różnych zapomnianych grzechów, stańmy przed Panem i wyznajmy nasze grzechy: to, co się przypomina, co niepokoi, bez drobiazgowego liczenia. Pan Bóg wszystko wie. Nie czeka, aż Go poinformujemy, jakie popełniliśmy grzechy. On wie lepiej od nas. On chce tylko znaku naszej dobrej woli. On chce, byśmy uznali i wyznali nasze grzechy.

 On chce, żebyśmy to przeżyli konkretnie i dlatego ustanowił sługami swojego miłosierdzia, nas, kapłanów. Jesteśmy po to, by być znakiem Chrystusa Zbawiciela, który chce odpuścić grzechy. Przeżyjmy dzisiaj sakrament pojednania jako spotkanie z Chrystusem, Dobrym Pasterzem. Tak zawsze starajmy się odnajdywać Chrystusa.

 Czasami nie mamy czasu iść do spowiedzi. Wyznajmy Mu grzechy w modlitwie. On już wtedy nam je daruje, chociaż potem jeszcze trzeba iść do konfesjonału, by pojednać się także z Kościołem, wyznać grzechy Kościołowi i tym, którzy mają zleconą posługę jednania.

 W chwili milczenia, w ciszy, przygotujmy się do wyznania naszych grzechów. Stańmy przed Chrystusem Zbawicielem i powiedzmy: ,,Panie, zgrzeszyłem''.