ks. Henryk Bolczyk – Ksiądz Franciszek Blachnicki był też na „Wujku” w 1980/81 roku

Był przez ewangelizację. A było to tak. Proboszczem parafii św. Michała w Katowicach zostałem w środku maja 1980 roku. Nie bez związku z Deklaracją Ruchu Światło-Życie z Jasnej Góry – o zaangażowaniu się w sprawy społeczne narodu polskiego. Dotąd, przez ostatnie pięć lat, byłem diecezjalnym wizytatorem katechetycznym. Dzięki temu moja dotychczasowa posługa oazowa nabrała znaczenia diecezjalnego, tzn. nieformalnego wsparcia Biskupa Diecezjalnego. Mogłem natychmiast podjąć ewangelizację , najpierw młodzieży w Mysłowicach, był to rok 1978, następnie studentów w Gliwicach, chyba W. Post ’79, a następnie ewangelizację nauczycieli w Bielsku, w Katowicach, w Świętochłowicach; wszystkie już w klimacie Solidarności, powiewu wolności słowa, pragnień odblokowania drogi Boga do szkół, uczelni, w ogóle życia publicznego.
Wraz z „wybuchem” Solidarności przyszła kolej na zakłady pracy w Katowicach. Na terenie parafii stała kopalnia „Wujek”. Nie zdążyłem od maja do sierpnia bliżej poznać zakładu. Byłem całkowicie zajęty organizowaniem letnich oaz rekolekcyjnych. Owszem, raz pamiętam zaproszenie dyrektora kopalni skierowane do mnie, bez tematu. Rozmowa była nijaka. Domyślałem się jedynie, że narastający niepokój społeczny kazał partyjnym przywódcom szukać kontaktów z osobami wpływu społecznego. Stąd i ja się znalazłem na liście. Pośrednio dał znak, że ksiądz na Śląsku się liczy. Tak zawsze było. Nic nowego. Tymczasem na końcu miesiąca sierpnia kopalnia „Wujek” dołączyła do strajku ogólnopolskiego. Wracając w tych dniach do domu, w zwolnionym tempie przejeżdżałem pod murem kopalni przedstawiając się jako nowy proboszcz parafii, bez rezultatu. Na liście rady parafialnej wyczytałem nazwisko inżyniera z „Wujka” – Kazimierz Matyka. Pytałem go z czasem, dlaczego na Waszej (naszej) kopalni nie ma inicjatywy podobnej do stoczni gdańskiej, w której kapłani spowiadają, odprawiają msze św., modlą się… W odpowiedzi słyszałem, że kopalnia zawsze grała rolę ideologicznie – poprawnej, czytaj: upartyjnionej kopalni. Więc czekałem na dalsze rozmowy. Nie było ich długo. Wyszedłem z inicjatywą, jak gdyby ostatecznego terminu – spotkania się Solidarności tej kopalni z wiarą, czyli zaproponowałem mszę św. dziękczynną za Solidarność zakładu, połączoną z intencją – za zmarłych górników tej kopalni, a miał to być dzień Zaduszny, 2 listopada 1980 r. Pod przewodnictwem biskupa Czesława Domina, w obecności wszystkich proboszczów dekanatu, przy licznym udziale wiernych, górników i ich rodzin, została odprawiona pierwsza msza św., przed zakładowym Domem Kultury tejże kopalni. Była wtedy ostra zima, Biskup celebrans nakazał mężczyznom nałożyć czapki na głowy. Na tę okoliczność górnicy zbudowali krzyż z deski dębowej, nazywając go krzyżem misyjnym. Zaryło się w mojej pamięci to niezwykłe imię krzyża. Wtedy ani ja ani oni nie rozumieli chyba, dlaczego tak go nazwano. Czas wykazał prorocką misję tego krzyża. Dziś stoi na wysokości 32 metrów, w stalowych ramionach Krzyża – Pomnika, przy kopalni „Wujek”, znacząc bohaterską śmierć 9 górników i ich wiarę w Jezusa Chrystusa, Odkupiciela człowieka.
Gdzie jest ksiądz Blachnicki w tym temacie, zapewne zapytasz? Otóż, w następnej stacji krzyża kopalni „Wujek”. Minęło kilka miesięcy. Zdążyłem się z górnikami zaprzyjaźnić, głównie dzięki niezmiernie uroczyście celebrowanym Barbórkom. Siedziałem przy stole obok ministra i dyrektorów, taka była ich wola. Aby nie rozumieli misji księdza zbyt świecko, tzn. jako jedynie prominenta społecznego, w przemówieniu, przy podziękowaniu podkreśliłem rolę księdza jako człowieka duchowego, awansującego człowieka pracy, górnika, bowiem „…nie jesteście tylko od czarnej roboty, ale macie duszę, stąd duchowny zasiada przy prezydialnym stole, aby dostrzeżono wszystkie wymiary człowieka, ten ekonomiczny, produkcyjno – zarobkowy, ale też i psychologiczno – duchowy. Ojciec święty Jan Paweł II mówił, że bez Chrystusa nie da się zrozumieć człowieka do końca. Stąd powrót księdza do stołu barbórkowego.”
Wiosną roku 1981, na placu przed kościółkiem św. Michała pojawili się górnicy „Wujka” z zapytaniem: „co ma być wyszyte na sztandarze Solidarności? Jesteśmy pewni, że św. Barbara. Ale czy ma mieć koronę na głowie? Kim właściwie była?” Wtedy zapytałem, – czy chcecie poprzestać na wyszytym sztandarze, na symbolach, które do końca nie zawsze dobrze rozumiecie, czy też chcecie pogłębić waszą wiarę i lepiej zrozumieć idee Solidarności, bo sztandar to też symbol walki o te ideały. A czy ksiądz ma jakiś pomysł – zapytali? Natychmiast odpowiedziałem: ewangelizacja! Ale, co to jest? Ja też niedawno to zrozumiałem, – odpowiedziałem. Zaufajcie mi. Znajdę pomocników i spośród górników innych kopalń, którzy już znają te treści. Pomyślałem o animatorze Krystianie, z kopalni „Bielszowice” i innych… Zawiążemy zespół ewangelizacyjny, niektórzy spośród was wejdą do niego i dają świadectwo swojej wiary; przygotujemy modlitwy, wybierzemy teksty biblijnych orędzi… A czy może to być na kopalni – zapytali? Z radości nie wiedziałem jak odpowiedzieć. Ewangelizacja na kopalni?! W planach ewangelizacji księdza Franciszka Blachnickiego „Ad Christum Redemptorem” były nawet szkoły milicyjne, koszary wojskowe…, ale czy były kopalnie? Nie pamiętałem w tym momencie. Jednego byłem pewny: tylko Jezus Chrystus jest naszym Zbawicielem, naszym Wyzwoleniem. A to miejsce – kopalnia, w dodatku „Wujek”, był udręczony niewolą ideologii komunistycznej, instrumentalnym traktowaniem człowieka pracy. Radość mnie rozpierała z nadziei głoszenia ewangelii na kopalni. Oni zrazu kierowali się zmysłem praktycznym, bowiem w drewnianym kościółku parafialnym św. Michała było jedynie miejsc dla 50 osób i to w większości miejsca stojące, a ewangelizacja trwająca ponad 2 godziny potrzebuje tylko miejsc siedzących. Ewangelizacja była przygotowywana w kluczu „Ad Christum Redemptorem”, czyli nie ja sam – kapłan, ale świecki zespół jest podmiotem Dobrej Nowiny. Na estradę Domu Kultury wszedł krzyż, paschał i iluminowana patronka górników – św. Barbara i oczywiście Ewangelia. Dotąd z mównicy tej estrady „spadały” jedynie rekordowe liczby wydobywanego węgla, co miało być zasługą nie tylko pracowitych górników, ale też „dobrodziejki – partii”. Teraz wróciły symbole religijne, znak wiary górników, przez wieki przekonanych, że człowiek jest w rękach Bożych, i że Bóg polecił mu „czynić sobie ziemię poddaną”. Zakładowy zespół muzyczny był dumny, że na tę okoliczność do repertuaru wprowadzili pieśni religijne. Ewangelizacja zgromadziła całe rodziny górnicze. Nazajutrz, po dniach ewangelizacji, w niedzielę, symbole religijne w rękach delegacji zostały przyniesione na plac kościelny, w dniu odpustu parafialnego, św. Michała. Wzruszająca była chwila wbijania tzw. gwoździ do drzewca sztandaru Solidarności. Związkowcy zaprosili wszystkie organizacje zakładu do współudziału. Nie dowierzaliśmy, nawet sekretarz zakładowej PZPR wbijał plakietkę w sztandar Solidarności. To była prawdziwa solidarność ludzi pracy, wyrażona przy ołtarzu. Patron św. Michał Archanioł miał przejąć ten sztandar, bo przecież on „jest patronem zwycięskiej walki”. Widocznie przypadnie wam nieraz walczyć – dopowiadałem w swoich życzeniach. To była ostatnia niedziela września 1981 roku.
Jeszcze raz, tuż przed Barbórką, w grudniu, ponowiliśmy ewangelizację, na ich prośbę, pod hasłem „duchowego przygotowania na święto patronki Barbary”. Na estradzie tańczyły dzieci górników i zespoły muzyczne, szkolone w tymże Domu Kultury; nie jak dotąd płatni artyści. A wszystkiemu się przyglądała św. Barbara i krzyż misyjny.
Nikt nie przypuszczał, że nowym miejscem krzyża misyjnego stanie się brama kopalni, w której zostali zamordowani górnicy, dnia 16 grudnia 1981 roku.
A ksiądz Blachnicki gdzie? Wyznaję, że zarówno był obecny w nieoczekiwanym moim dekrecie biskupa, który mnie posłał do parafii św. Michała w reakcji na moją partycypację w Deklaracji Kongregacji Odpowiedzialnych Ruchu Światło-Życie w sprawach dotyczących narodu polskiego; w ewangelizacji, której on nas uczył intensywnie, począwszy od podręcznika ewangelizacji w roku 1977, a zwłaszcza od roku 1980, od planu „Ad Christum Redemptorem”; we wrażliwości na wszystkie znaki Kościoła (znaki czasu), jak nowa ówczesna encyklika papieska o pracy: „Laborem exercens”, która mi pomagała głosić ewangelię pracy na „Wujku” w prostej konsekwencji znaku oazowego: że światło należy wprowadzać w życie. Mogę powiedzieć, że moja obecność na Wujku, taka zwyczajna, kapłańska, ewangelijna, była odpowiedzią na liczne dary łaski, które stały się moim udziałem na szlaku Ruchu Światło-Życie. Czyż mogło na niej zabraknąć księdza Franciszka Blachnickiego?

ks. Henryk Bolczyk