Czym jest „Namiot Spotkania”?

Mojżesz zaś wziął namiot i rozbił go za obozem, i nazwał go Namiotem Spotkania. A ktokolwiek chciał się zwrócić do Pana, szedł do Namiotu Spotkania, który był poza obozem. Ile zaś razy Mojżesz szedł do namiotu, cały lud stawał przy wejściu do swych namiotów i patrzył na Mojżesza, aż wszedł do namiotu. Ile zaś razy Mojżesz wszedł do namiotu, zstępował słup obłoku i stawał u wejścia do namiotu, i wtedy Pan rozmawiał z Mojżeszem. Cały lud widział, że słup obłoku stawał u wejścia do namiotu. Cały lud stawał i każdy oddawał pokłon u wejś­cia do swego namiotu. A Pan rozmawiał z Mojżeszem twarzą w twarz, jak się rozmawia z przyjacielem. Potem wracał Mojżesz do obozu, sługa zaś jego, Jozue, syn Nuna, młodzieniec, nie oddalał się z wnętrza namiotu.
Mojżesz rzekł znów do Pana: «Oto kazałeś mi wyprowadzić ten lud, a nie pouczyłeś mię, kogo poślesz ze mną, a jednak powiedziałeś do mnie: „Znam cię po imieniu i jestem ci łaskawy”. Jeśli darzysz mnie życzliwością, daj mi poznać Twoje zamiary, abym poznał, żeś mi łaskawy. Zważ także, że ten naród jest Twoim ludem». Pan powiedział: «Jeśli Ja osobiście pójdę, czy to cię zadowoli?» Mojżesz rzekł wtedy: «Jeśli nie pójdziesz sam, to raczej zakaż nam wyruszać stąd. Po czym poznam, ja i lud mój, że darzysz nas łaskawością, jeśli nie po tym, że pójdziesz z nami, gdyż przez to będziemy wyróżnieni ja i Twój lud spośród wszyst­kich narodów, które są na ziemi?» Pan odpowiedział Mojżeszowi: «Uczynię to, o co prosisz, ponieważ jestem ci łaskawy, a znam cię po imieniu».
I rzekł Mojżesz: «Spraw, abym ujrzał Twoją chwałę». Pan odpo­wie­dział: «Ja ukażę ci mój majestat i ogłoszę przed tobą imię Pana, gdyż Ja wyświad­czam łaskę, komu chcę, i miłosierdzie, komu Mi się podoba». I znowu rzekł: «Nie będziesz mógł oglądać mojego oblicza, gdyż żaden człowiek nie może oglądać mojego oblicza i pozostać przy życiu». I rzekł jeszcze Pan: «Oto miejsce obok Mnie, stań przy skale. Gdy przechodzić będzie moja chwała, postawię cię w rozpadlinie skały i położę rękę moją na tobie, aż przejdę. A gdy cofnę rękę, ujrzysz Mię z tyłu, lecz oblicza mojego tobie nie ukażę».
(Wj 33, 7-20)

Fragment Księgi Wyjścia opisujący modlitwę Mojżesza w Na­mio­cie Spotkania, to jeden z najpiękniejszych i najgłębszych tekstów biblijnych o modlitwie. Ukazuje on niesłychanie głęboko jej istotę. Jeżeli chcemy nauczyć się modlitwy, to musimy sięgnąć do tego tekstu i ciągle do niego wracać, aż zrozumiemy całą jego głębię i zarazem całą głębię tego, co nazywamy modlitwą.
(…)
W samej nazwie „Namiot Spotkania” jest już okreś­lona istota modlit­wy: modlitwa to jest spotkanie, spotkanie zaś dokonuje się pomiędzy osobami. Tylko osoby mogą się spotkać. Spotkanie jest zawsze najpierw i przede wszystkim spotkaniem się dwóch osób – „ja” i „ty”. Polega ono na tym, że ja staję w obliczu drugiej osoby, przeżywając ją jako „ty” w stosun­ku do swojego „ja”. Jeżeli przenie­siemy to określenie na relację człowieka do Boga, to otrzymamy dokładne, precyzyjne określenie istoty modlitwy. Istotą modlitwy jest spotkanie osoby człowieka z Osobą Boga.
(…)
„Namiot Spotkania” znaczy to samo, co Namiot Modlitwy. Z kontek­stu wynika, że był to najpierw dosłownie namiot, a więc miejsce, ale miejsce oddzielone, wydzielone. Ten namiot znajdował się poza obozem. Obóz – w znaczeniu dosłownym, ale także przenośnym – to miejsce, gdzie toczy się życie. Ludzie pracują, przygotowują pokarm, załatwiają pomiędzy sobą różne sprawy. W obozie jest zwykle zgiełk, ruch. Żeby spot­kać się z Bogiem, trzeba „wyjść z obozu” – w sensie przenośnym albo dosłownym, albo raczej trzeba powiedzieć: w sensie i dosłownym, i przenośnym. Trudno się modlić w zgiełku wielu spraw, w zagonieniu, w pośpiechu. Otóż pierw­szy warunek modlitwy, prawdziwej modlitwy, to jest wyjście z obozu i pójście do Namiotu Spotkania, czyli do miejsca, gdzie możemy być sam na sam z Bogiem, gdzie nikt nam nie będzie przeszkadzał.
(…)
„Rozmawiał Mojżesz z Panem twarzą w twarz, jak się rozmawia z przyjacielem”
Modlitwa polega na tym, żeby rozmawiać z Bogiem twarzą w twarz, jak rozmawia przyjaciel z przyjacielem. Modlitwa jest rozmo­wą pomiędzy osobami, i to rozmową przyjacielską. To jest niesłychanie ważne. Modlitwa nie jest wypełnianiem obowiązku wobec Boga, który jest groźny, który może nas ukarać, jeśli ją zaniedbamy. Wielu ludzi traktuje modlitwę właśnie w taki, właściwie zabobonny, sposób. Jeżeli nie odmówię takiej czy innej modlitwy, to spotka mnie nieszczęście, Bóg będzie na mnie zagniewa­ny Odmawianie pacierzy czy jakichś formuł jest często jak gdyby zabezpie­czeniem się przed Bogiem, który jest dla nas kimś nieznanym, kimś, kogo trzeba się obawiać. Wielu ludzi się dręczy z tego powodu, że nie odmówiło takiej czy innej modlitwy, takiego czy innego pacierza. To jest udręka, a nie modlitwa.
Modlitwa jest rozmową z Bogiem, który jest przyjacielem, który mnie miłuje. I musi to być rozmowa w atmosferze zaufania, przyjaźni.
(…)
„Znam cię po imieniu”. Muszę mieć przekonanie, że Bóg mnie widzi, zna mnie, myśli o mnie, troszczy się o mnie, jest skierowany do mnie jako osoby, tak jak gdyby nikogo poza mną nie było. Bóg traktuje każdego człowieka jako osobę, w sposób indywidualny. Jest tak do dyspozycji każdego człowieka, jak gdyby tylko on istniał w obliczu Boga. I w tym się wyraża nasza niesłychana godność, że Bóg o każdym z nas myśli, że zna każdego z nas po imieniu i jest dla nas łaskawy. Bóg żywi wobec nas zamiary pełne dobroci, miłości. On myśli o naszym zbawieniu, o naszym szczęściu, o naszym życiu. Dlatego możemy do Niego przystąpić zawsze z niezachwia­ną ufnością, bo idziemy do kogoś, kto zawsze jest naszym przyjacielem, zawsze myśli o nas dobrze, zawsze chce naszego dobra, obejmuje nas miłością tym bardziej, im bardziej jej potrzebujemy, czyli im bardziej jesteśmy nędzni, słabi, grzeszni, niedoskonali, im więcej mamy trudności, problemów, tym bardziej możemy ufać Bogu, który jest nam łaskawy, który zna nas po imieniu. Modlitwa – zwłaszcza w okresach począt­kowych – bardzo często będzie polegała tylko na tym, że idziemy do Boga, który zna nas po imieniu i który jest nam łaskawy, aby Mu pokazać siebie, swoje trudności, problemy, swoje słabości, upadki, pokusy, doświadczenia, żeby wszystko Jemu oddać.
(…)
O co mamy przede wszystkim Boga prosić? Co ma być treścią naszej modlitwy błagalnej? Znowu znajdujemy pouczenie w omawia­nym fragmen­cie Księgi Wyjścia. Przypatrz­my się, jak modlił się Mojżesz, co było treścią jego modlitwy. Bóg przemówił do Mojżesza: «Znam cię po imieniu i jestem ci łaskawy». Mojżesz zaś – powołując się na te słowa, a więc na miłość Boga – przedkłada Mu ufnie swoje prośby, które właściwie stresz­czają się w jednej: «Jeśli darzysz mnie życzliwością, daj mi poznać Twoje zamiary, abym poznał, żeś mi łaskawy». To jest łaska, jakiej Mojżesz oczekuje od Boga, to jest to, czego pragnie. Nie prosi on o jakieś swoje sprawy, nie chce uzyskać czegoś dla siebie. Nie mówi o tym, że trzeba mu zdrowia czy majątku albo rozwiąza­nia jakiegoś problemu. On modli się: «Daj mi poznać Twoje zamiary».
To jest sprawa niesłychanie ważna. Żeby się dobrze modlić, musimy zrozumieć, że treścią naszej modlitwy są plany Boże wobec nas.
(…)
Potrzebne jest zawierzenie Bogu, zdanie się na Niego, na Jego mąd­rość i miłość, wyrażone w prośbie: „Boże, daj mi poznać Twoje zamiary”. Z zawierzeniem musi się jednak łączyć gotowość, a więc: bądź wola Twoja, a nie wola moja – jeżeli poznam, to jestem gotowy spełnić Twoją wolę. Muszę nieraz odejść od swoich planów i zamia­rów, przełamać się i powie­dzieć „nie, to jest lepsze, tego chce Bóg”. Potrzebna jest gotowość podda­nia się Jego kierownictwu, Jego woli. Musimy zupełnie odwrócić naszą postawę wobec Boga – jeżeli się modlimy, to nie błagamy o to, żeby Bóg spełnił naszą wolę, ale chcemy spełnić wolę Boga; nie chcemy nagiąć Boga do swoich zamia­rów, ale siebie naginamy do woli Bożej. Siebie musimy przemienić, siebie przestawić – wtedy modlitwa jest dobra; taka jest istota modlitwy błagalnej.
(…)
Na modlitwie od­krywamy przedziwną rzeczywistość wiary w nas. Wiara mi mówi: jestem pewny, jestem przekonany o tym, że Bóg jest, że mnie widzi, że mnie słyszy, że mnie miłuje, ale równocześnie ta pewność i przekonanie nie łączy się z żadnym doświadczeniem. Jeżeli dłużej pójdzie­my drogą modlitwy i życia wewnętrznego, Pan Bóg będzie nas prowadził poprzez coraz większe oczyszczenia, to znaczy coraz bardziej będzie nas pozbawiał doświadczenia, a pozostawiał tylko ciemność, jakąś absolutną ciemność, absolutną noc. Nie jest to jednak noc rozpaczy, bo w tej ciem­ności gdzieś na dnie naszej istoty odnajdujemy tę pewność, że Bóg jest, że nas słyszy, gdy do Niego mówimy.
Wiara jest rzeczywistością nadprzyrodzoną, ale jednak rzeczy­wistoś­cią, czyli czymś, co w jakiś sposób przeżywam, czego doświadczam. Można by powiedzieć, że jest to doświadczenie negatywne, doświadczenie jakiegoś braku, w tym znaczeniu, że od strony zmysłów, od strony tego, co określamy jako dotykanie czy widzenie, nie ma w nas absolutnie niczego, jest absolutna ciemność. Mimo to doświadczamy jednak „pozytywnie” czegoś, co jest w nas coś, co jest poza sferą zmysłów. Jest to rzeczy­wis­tość, która posiada jakąś moc, jakąś siłę. Często po takiej modlit­wie – która jest wołaniem rozpaczy w ciemną noc i z której odchodzę pozor­nie nie pocieszony, bo Bóg mi nie ukazał swego oblicza – doświadczam umocnienia i jestem bardziej przeko­nany o tym, że droga wiary jest słuszna i jedyna, że ta droga, która niby jest ciemnoś­cią i brakiem doświadcze­nia, jest jedyną drogą wolną od pomyłek i złudzeń.
Droga modlitwy to długa droga naszego życia. Nieraz ludzie mają za sobą dwadzieścia, trzydzieści, czterdzieści lat tej drogi i wie­dzą, że rzeczą najważniejszą jest to, żeby nigdy się nie zniechęcić, nigdy z tej drogi nie zrezygnować. Choćby przez długie miesiące mój Namiot Spotkania, moja mod­litwa była tylko doświadczeniem własnej pustki i niemocy, niezdolności do wyjścia z siebie i do spotka­nia Boga, to jednak trwam, mimo wszystko nie rezyg­nuję. Poświęcam na Namiot Spotkania regularnie codziennie swój czas, jestem do dyspozycji Boga i żadne ciemności, żadne oschło­ś­ci, żadne niepowodzenia nie prowa­dzą mnie do rezygnacji, do zejścia z tej drogi. To jest właśnie rzeczy­wi­stość modlitwy. Po jakimś czasie tej wierności poznaję, że modlitwa ma ogromne znaczenie w moim życiu. Powoli dokonuje się zupełne przestawienie mojej mentalności. Rzeczywistość nadprzyrodzona staje się naprawdę rze­czywistością. Potrafię w zupełnie inny sposób przeży­wać różne doświad­czenia i cierpienia. Każdego dnia trwam na drodze, nie schodzę z niej, wiem, że coś we mnie rośnie, coś narasta. Właśnie wier­ność praktyce Namiotu Spotkania prowadzi w końcu do tego, na czym polega istotny wzrost życia nadprzyrodzo­nego, życia Bożego. Wzrost tego życia jest wzrostem wiary, wzrostem na­dziei i wzrostem miłości, czyli wzrostem cnót teologi­cznych.
———————————————–
Fragmenty czterech konferencji omawiających tekst Księgi Wyjścia 33, 7-20 wygłoszonych podczas szkoły modlitwy w ramach Szkoły Animatora Ruchu Światło-Życie w Carlsbergu w październiku i listopadzie 1982 r. Pełny tekst konferencji został opublikowany w czwartym tomisku serii „Szkoła modlitwy”, Instytut im. ks. Franciszka Blachnickiego, Krościenko 1999 r., wyd. II.